Polskie Radio

Samochodowa podróż szlakiem miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

ZOBACZ WIĘCEJ
oficjalni sponsorzy:

O boliwijskich pejzażach

27.05.2014 • Uyuni

W końcu dojechaliśmy do Uyuni. Miasto trochę jak duch na środku pustyni. Tradycyjnie nieotynkowane domy z cegieł. Brak asfaltu, co powoduje, że zawsze unosi się kurz. Wywołują go m.in. dziesiątki samochodów terenowych tankujących benzynę przed wyprawami na Salar de Uyuni.

Salar de Uyuni

Zakotwiczyliśmy w Oruro. Kiedy wjeżdżałem do miasta, pomyślałem sobie: o matko i córko, co za brzydactwo! Jednak kiedy dojechaliśmy do centrum, sytuacja się zmieniła. Fajny główny placyk, ładne budynki, sporo ludzi na ulicach. To niestety nie czas karnawału, jednego z największych na świecie. Wtedy tu się dzieje! Swoją drogą, skąd wziął się pomysł organizowania takiego wydarzenia w samym środku niczego? Bo Oruro leży na altiplano na wysokości 3700 metrów, a dookoła nie ma nic.

Po nocy spędzonej w bardzo miłym hostelu, bardzo wcześnie rano wyruszyliśmy w stronę Uyuni, w stronę pustyni. Ale wcześniej zawitaliśmy do Potosi. W La Paz, kiedy wybieraliśmy drogę, poradzono nam, żeby jechać przez Potosi, a nie przez Sucre. I to był błąd, jakich wiele na trasie nam się przytrafiało. Potosi najlepsze czasy ma za sobą. A swego czasu, kiedy Hiszpanie zaczęli eksploatować kopalnie, to miasto należało do najbogatszych na świecie. Teraz jednak, jeżeli nie zwiedzamy okolicznych kopalni, to oprócz Casa de la Moneda w Potosi niestety za wiele do robienia nie ma. Za to droga z Potosi do Uyuni była piękna. Płaskowyż zmieniał kolory co kilkanaście, kilkadziesiąt kilometrów. Szaro, żółto, zielono, piaskowo. Do tego dziko żyjące lamy i alpaki.

W końcu dojechaliśmy do Uyuni. Miasto trochę jak duch na środku pustyni. Tradycyjnie nieotynkowane domy z cegieł. Brak asfaltu, co powoduje, że zawsze unosi się kurz. Wywołują go m.in. dziesiątki samochodów terenowych tankujących benzynę przed wyprawami na Salar de Uyuni.

Największa solna pustynia na świecie. Zimno jak w psiarni. Ostatnio używane na Alasce kurtki puchowe zostały rozpakowane, czapki i rękawiczki wyjęte. I przydały się w nocy, bo w naszym hostelu temperatura w środku pokoju nie różniła się od tej na zewnątrz, wiec spaliśmy we wszystkim. Od góry do dołu.


    Boliwia: salar, altiplano, lamy i alpaki

    Komentarze:

    sortuj
    liczba komentarzy: 0
      Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy, możesz być pierwszy!